piątek, 15 lutego 2013

Rozdział dziewiąty

Z perspektywy Mai

Poniedziałek. Kilka minut po osiemnastej. Właśnie skończył się mój ulubiony serial przy, którym zawsze się rozklejam. Przez cały weekend siedziałam w domu, nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Wciąż myślałam o Harrym, po wspólnie spędzonej nocy się nie dał żadnego znaku, w sumie ja też. Ale głupio mi było odzywać się do niego pierwsza, jak wstałam rano bez słowa. Mam nadzieję, że Zayn mu nic nie mówił i nie pamięta tego co się zdarzyło na imprezie u Nialla. Ja też starałam się zapomnieć ale... ale bez skutku. 
Głupie, znam go dopiero kilka miesięcy, a czuje jakby minęło kilka lat, jakbym wiedziała o nim dosłownie wszystko, a jak nie ma go koło mnie to jest mi smutno, źle. Zaś kiedy przy mnie jest, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. 
Nie wiem czemu tak się dzieje. To nie jest miłość, nie kocham go. Nie wiem dokładnie co to jest, nie wiem jak to nazwać. Choć wiem jedno, przez to uczucie staje się zupełnie innym człowiekiem... 
Teraz w ogóle nie piję, nie ćpam, nie pale. Nic. 
Po chwili telefon, który leżał na antycznym, mahoniowym biurku zawibrował. Od razu wstałam i podeszłam do niego chcąc zobaczyć kto do mnie zadzwonił, bądź wysłał wiadomość. Wzięłam do ręki komórkę. Okazało się, że dostałam wiadomość od... Harrego. 
Zdziwiłam się, ale również ucieszyłam. Bez zastanowienia odblokowałam telefon. Odtworzyłam wiadomość, na białym tle ujrzałam "<3".
Uśmiechnęłam się, ale po chwili z powrotem położyłam telefon na meblu i nie wzruszona położyłam się a łóżko i wróciłam do wcześniej wykonywanego zajęcia. Czyli przeskakiwanie z kanału na kanał w poszukiwaniu jakiejś fajnej, wartej mojej uwagi komedii.
Po chwili moja komórka ponownie zaczęła wibrować, choć tym razem okazało się, że ktoś próbował się ze mną skontaktować dzwoniąc. Nie za bardzo chciałam wstawać, ale nie umiem jakoś zignorować czyjegoś telefonu. Jak widzę, że ktoś do mnie dzwoni to od razu odbieram, bo to może być na prawdę coś ważnego. Niekonieczne to abym w sklepie nie zapomniała kupić bułek czy mleka. 
Podeszłam powoli do telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Harrego.
-Tak myślałam. -Powiedziałam sama do siebie naciskając zieloną słuchawkę na ekranie.
-Cześć Maya.. -Powiedział cicho, ale zdołałam usłyszeć to co powiedział.
-Witaj. -Mruknęłam.
-Chcesz się dziś spotkać? Musimy porozmawiać. -Spytał a ja od razu się zgodziłam, ustaliliśmy, że spotkamy się za dwadzieścia minut przy Hard Rock Cafe. Kiedy już wszystko było ustalone powiedziałam krótkie "cześć" i się rozłączyłam nie czekając na jego żadną reakcje.
Nie miałam zamiaru się szykować do spotkania z nim jak zawsze, po tej nocy spędzonej z nim u Nialla postawiłam, że go sobie odpuszczę. Nie pamiętał tego co się zdarzyło... Pewnie seks uprawia z każdą spotkaną dziewczyną na imprezie a ja takiego chłopaka nie chcę...
Przejrzałam się tylko raz w lustrze i wyszłam z domu.
Po około piętnastu minutach byłam na miejscu. Harrego przed wejściem nie było więc postanowiłam wejść do środka by nie marznąć na podwórku ponieważ nie było za ciepło. Usiadłam przy stoliku obok okna gdyż jedynie tam zostało wolne miejsce.
Po chwili dołączył do mnie Harry..
-No więc po co chciałeś się spotkać? -Spytałam obojętnie starając się na niego nie patrzeć.
-Musimy pogadać.
-O czym? -Odpowiedziałam od razu.
-Bo wiesz... Na imprezy u Nialla, dobrze się bawiłem.
-Tak, ja też.
-My się przespaliśmy prawda? Dobrze wiem, że tak było więc nawet mi nie wmawiaj, że to nie prawda, tylko jedno mnie zastanawia... Czemu mnie zostawiłaś.
-Nie wiem. Byłeś pijany -Do moich oczy już zaczęły napływać łzy, których nie potrafiłam zatrzymać
-Byłam pewna, że nic nie pamiętasz, zresztą Zayn mi powiedział, że na każdej domówce sypiasz z kimś innym...
-Tak było dopóki nie spotkałem Ciebie... Jesteś dla mnie na prawdę ważna. Nie chcę Cię stracić, już Ci mówiłem, że czuję do Ciebie coś więcej niż tylko "przyjaźń" -Wsłuchiwałam się w każde jego słowo, czułam jak po moich policzkach spływają łzy, mój makijaż już pewnie sie rozmazał i wyglądam jak zombie.. -Chciałbym żeby była dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką, chciałbym móc Cię przytulać, całować i mówić wszystkim jaką mam cudowną dziewczynę i jak ją cholernie kocham, ale ty nadal nie chcesz mi powiedzieć co ty czujesz do mnie... Czemu wciąż ukrywasz swoje uczucia? -Nie odzywałam się. Nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć, Harry wciąż mnie szturchał i czekał na moją jakąkolwiek reakcje, ale ja... Mnie po prostu zatkało.
Po chwili szatyn wstał zdenerwowany i wyszedł z kawiarni. Ja jeszcze w niej siedziałam przez około dwadzieścia minut, a następnie wróciłam do domu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, w pokoju chodziłam w tę i wew tę nie mogąc znaleźć sobie miejsca. 

środa, 30 stycznia 2013

Rozdział ósmy


Z perspektywy Zayna

*Niedziela*
Minęły już dwa dni od imprezy, ani z Liv ani z Niallem nie miałem żadnego kontaktu. Najgorsze co może być to stracić przyjaciół przez jakąś głupotę zwaną „zazdrością”. Muszę jak najszybciej naprawić to co zdążyłem już zepsuć.
Ostatni dzień tygodnia, czyli niedziela. Obiecałem mamie, że pomogę jej dziś w szpitalu, więc mam nadzieję, że spotkam tam Liv i będziemy mogli pogadać. Pani Levison pracuje na tym samym oddziale co moja rodzicielka, dlatego często tam razem przychodziliśmy i pomagaliśmy w różnych lżejszych pracach. Rozmawialiśmy z dziećmi, podtrzymywaliśmy ich na duchu… No właśnie przychodziliśmy.
Kiedy ją zobaczę nie będę zwlekać tak jak zawsze to robię, powiem jej co czuje. Nie mam nic do stracenia. Będę musiał jeszcze pogadać z Niallem, przeproszę go za swój idiotyczny wyskok, ale zrobię to po rozmowie z blondynką.
Udałem się do łazienki. Przepłukałem twarz oraz umyłem zęby. Kiedy skończyłem, udałem się do szafy. Wyjąłem z niej bordowy t-shirt, granatową bluzę i jeansową kurtkę, czarne jeansy i białe nike’i. Byłem gotowy do wyjścia, mogłem już udać się do szpitala. Strasznie się denerwowałem, rozmyślałem wciąż o tym, co jej powiem. Przecież nie codziennie mówi się swojej przyjaciółce, że jest się w niej cholernie zakochanym, na dodatek od kilku lat.
Choć nadal nie wiedziałem co dokładnie powiem. Zszedłem na dół, założyłem buty i  i udałem się do drzwi, którym mogłem się dostać do garażu. W samochodzie znajdowała się już moja mama. Było to czarne bmw, które tata kupił 2 lata temu na rocznice ślubu.
Pomachała do mnie na znak, abym szybciej wsiadł do auta, ponieważ ma spotkanie z jakimś ważnym doktorem i nie może się spóźnić. Zrobiłem co kazała. 
-Ile można się szykować? Już ja się krócej stroje niż ty. –Powiedziała żartobliwie. Zawsze się ze mnie śmieje, nie wiem co w tym dziwnego, że chłopak chce dobrze wyglądać.
-Dobrze wyglądam? –Spytałem śmiejąc się, na co ona tylko kiwnęła głową. –Myślisz, że to dobry pomysł bym powiedział dziś Liv o tym, że ją kocham?... –Moja mama wiedziała o tym, co mam dziś zamiar zrobić, oraz imprezie, na której… Zdarzyły się rzeczy, których do tej pory żałuje. Moja mama bardzo mnie wspiera, zawsze mówię jej o swoich problemach, chodź sama także dużo mi mówi.. Może dlatego mamy taki dobry kontakt, co jest mało spotykane w tym stuleciu...
-Tak, to jest dobry pomysł. Nawet gdyby ona tego nie odwzajemniała, choć jestem pewna, że czuje do ciebie dokładnie to samo co ty do niej, nie wyśmieje Cię. Jesteście przecież przyjaciółmi no i to co się zdarzyło na imprezie musi przecież coś dla niej znaczyć. –Powiedziała uśmiechnięta zapewniając, że wszystko będzie dobrze i żebym się nie denerwował. Wciąż nie odwracała swojego wzroku od drogi. Po chwili zmieniła bieg i przyspieszyła.
-A jesteś pewna, że dziś przyjdzie do szpitala? –Spytałem, bo nie byłem za bardzo przekonany, czy po tym co się stało, przyjdzie sobie od tak by pomagać swojej mamie.
-Tak, jestem pewna. –Powiedziała, a następnie włączyła radio.
Po niecałych dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Dopiero przed budynkiem szpitala, zrozumiałem, że cholernie mocno kocham Liv i to co zrobiłem na imprezie… To było żałosne, moja zazdrość była bezsensu, bo to właśnie ze mną całowała się blondynka, nie z Niallem i to ze mną spędziła większość czasu na imprezie.
Udałem się z moją rodzicielką na oddział. Ujrzałem Maye, która jak zwykle co niedziele siedziała w kolejce i czekała na swoją kolej na dialize.
-Cześć Maya- Krzyknąłem od razu kiedy ją zobaczyłem. Na to ona tylko kiwnęła głową i uśmiechnęła się. Po jej twarzy było widać, że jest zmęczona i ostatnią rzeczą, którą chce robić w niedzielny poranek to czekanie w kolejce na oczyszczanie krwi.
-Widziałaś może gdzieś Liv? –Spytałem podchodząc do niej bliżej.
-Tak, poszła do świetlicy.- Mruknęła zaspana wciąż ocierając swoje niebieskie, zmęczone oczy.
-Dzięki. –Powiedziałem i pstryknąłem jej palcami w nos. –Obudź się! –Dodałem, a następnie pobiegłem do szpitalnej świetlicy, w której przebywają pacjęci i ich goście.
Stanąłem w drzwiach, ku moim oczom pojawiła się piękna i uśmiechnięta od ucha do ucha niebieskooka blondynka. Liv kiedy mnie zobaczyła od razu odwróciła swój wzrok, a z jej twarzy zniknął rząd białych zębów. Dobrze wiedziałem, że jest na mnie zła, słusznie. Dlatego tu jestem.
-Kocham Cię! –Krzyknąłem. Nie wiedziałem co więcej powiedzieć. Odjęło mi mowę. Dziewczyna podeszła do mnie, złapała mnie za rękę i odeszła na korytarz, w którym nie ma ludzi.
-Tylko tyle masz mi do powiedzenia? –Spytała ze złością.
-Przepraszam. Wiem, że to co było na imprezie… Było… Już nawet nie wiem jak to określić, opisać. Byłem po prostu zazdrosny, zazdrosny o osobę, którą kocham jak nikogo innego, osobę, która jest dla mnie cholernie ważna, osobę, dla której zrobiłbym dosłownie wszystko, która jest dla mnie wszystkim..
-Ja Ciebie też- Odpowiedziała cicho, ale zdążyłem usłyszeć słowa, które… dzięki których od razu się uśmiechnąłem, podszedłem do niej powoli, ująłem jej twarz dłońmi, a następnie wpiłem się w jej usta. Po chwili oderwaliśmy się i przytuliliśmy. –Czemu tak długo musiałeś zwlekać, żeby mi to powiedzieć? –Spytała na co ja zaśmiałem się i ponownie zrobiłem to co minutę wcześniej. Pocałunek był, krótki, ale czuły i delikatny… Wyjątkowy, taki jaki powinien być.
Kocham ją. 
Kocham jej każdy ruch, gest, słowo, zapach, uśmiech, oczy, nos, nogi czy brzuch. Kocham w niej wszystko co może być możliwe. To z nią chcę spędzić resztę mojego życia, które dzięki niej będzie cudowne. 

Od autorek: Przepraszamy, że tak dawno nic nie dodawałyśmy, ale po prostu skończyła nam się wena. Pierwsze kilka rozdziałów pisały się same, ale z każdym następnym rozdziałem było coraz trudnej. Postaramy się dodawać rozdziały dwa razy w tygodniu, ale nic nie obiecujemy. Miłego czytania :)- Liv i Maya

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział siódmy

Z perspektywy Mai

Było już około trzeciej. Z Thomasem wciąż siedzieliśmy w altance przed domem, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. To z nim spędziłam większość czasu na imprezie… Polubiłam go. Zdążyłam się dużo o nim dowiedzieć jak i on o mnie. Powiedziałam mu nawet o mojej jednej nerce co dziwne, bo rzadko kiedy komuś o tym mówię, nie lubię o tym wspominać. 
Po chwili mężczyzna przysunął się do mnie, swoją dłoń położył na moim policzku, dobrze wiedziałam co chce zrobić mimo tego nie protestowałam, nie wiem czemu, przecież podoba mi się Harry, a teraz chcę całować się z Thomem… Pochylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek w kąciku ust. Odpowiedziałam mu podobnym gestem, pełnym namiętności. Wciąż pogłębialiśmy każdy pocałunek, było na prawdę cudownie, chodź nie powiem, że było tak jak bym chciała... 
Poczułam czyjś wzrok na swoim ciele, gwałtownie odsunęłam od siebie brązowowłosego, a następnie odwróciłam się do tyłu…
Nie myliłam się. Wszystkiemu przyglądał się Harry, oboje patrzyliśmy w swoje oczy przez pewien czas, ale nagle Styles się odwrócił i poszedł zdenerwowany do domu. Od razu za nim pobiegłam, nawet nie spojrzałam na wcześniej poznanego chłopaka, to Harry był ważniejszy… Nawet nie wiem czemu pocałowałam niebieskookiego, to był błąd...
-Harry zaczekaj! Proszę!- Krzyknęłam starając się go zatrzymać, wciąż dławiłam się łzami, które jak strumienie spływały po moich zaczerwienionych policzku. Nie odpowiedział. –Harry proszę!- Powtórzyłam. Podeszłam do niego bliżej, złapałam za rękę, ale ten od razu ją puścił.
-Przecież jest kurwa za wcześnie, przecież kurwa jeszcze nie jesteś na nic gotowa! –Wciąż na mnie krzyczał i cytował moje słowa, które powiedziałam w kawiarni...W jego oczach dostrzegłam złość, gorycz, rozczarowanie, rozpacz… Przestraszyłam się, ale nadal starałam się zatrzymać go przy sobie. To on był najważniejszy… Nawet nie wiem czemu tak podle zachowałam się wtedy w kawiarni no i teraz...
-Przepraszam, nie wiem czemu to zrobiłam. Byłam zła, smutna. Myślisz, że łatwo mi było patrzeć jak ta dziewczyna siedziała Ci na kolanach, a ty się tak przyglądałeś jej cyckom… A Thomas jako jedyny się mną zainteresował! –Płakałam. Oboje płakaliśmy.
-Co miałem kurwa zrobić jak powiedziałaś „Nie mam na co liczyć” Byłem zły, naprawdę zły. Chciałem jakoś odreagować i… zaprosiłem tą dziewczynę, nawet się nie całowaliśmy a ty?...-Widać, że się uspokoił, ja również choć nadal z moich oczu płynęły łzy, które co chwilę ocierałam mokrym już rękawem.
-Przepraszam Harry, naprawdę przepraszam. –Krzyknęłam chowając twarz w dłoniach. Nie chciałam by już na mnie patrzył z rozmazanym makijażem. Nie miałam odwagi już na niego spojrzeć. Miał racje, zresztą jak zwykle…
Powoli do mnie podszedł, zabrał dłonie z mojej twarzy, delikatnie otarł łzy rękawem od swetra. Nasze poczerwieniałe twarze od płaczu dzieliło tylko kila centymetrów. Czułam jego ciężki, nieustabilizowany oddech na mojej skórze, ten zapach perfum, które uwielbiałam... Chciałam by mnie pocałował, by nasze wargi nareszcie się dotknęły. On chyba pomyślał o tym samym, ponieważ swoje usta przybliżył tak blisko, że niemalże się stykały.
Położyłam dłoń na jego policzku w tym samym czasie dotknęłam jego usta swoimi. Pocałunek na początku był delikatny, czuły, niewinny, ale po chwili zamienił się w namiętny i pełen pożądania. Chciałam by trwał wiecznie, byśmy mogli pozostać tak nie zważając na żadne konsekwencje.
Jego dłonie znalazły się na mojej talii, przyciągnął mnie do siebie wciąż całując. Dobrze wiedzieliśmy, że jesteśmy na podwórku pod domem i zapewne każdy na nas w tej chwili patrzy, ale nie zważaliśmy na to. Teraz się liczyliśmy się tylko my.
Harry po chwili oderwał się od moich ust, złapał mnie za rękę i pociągnął do jednego z pokojów. Dokładnie nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Jedyne informacje, które zapadły mi w pamięci to to, że jestem na imprezie u Nialla w domu.
Szatyn delikatnie popchnął mnie na łóżko po tym sam na nie wszedł. Oboje energicznie zdejmowaliśmy z siebie nawzajem ubrania. Kiedy zostaliśmy w samej bieliźnie ponownie zaczęliśmy składać na swoich ustach pocałunku. Tyle, że te były namiętne, pełne pożądania i miłości, do której nie potrafię się przyznać. Oboje szybko oddychaliśmy. Mężczyzna zaczął całować mnie po brzuchu. Zdjął moje majtki, a po chwili ja po mogłam jemu zdjąć swoje. Wszedł we mnie. Usiadłam na nim. Co chwile poruszał się to w górę, to w dół. Czułam, że zaraz dojdzie, mi też było do tego nie daleko. Oblizałam jego usta a następnie złożyłam na nich równie namiętny co wcześniej pocałunek.
Wciąż całowałam go po jego szyi cicho jęcząc. Wplotłam swoje dłonie w jego kręcone, brązowe włosy. Po chwili Styles zaczął ponownie mnie całować. Oboje cholernie siebie pragnęliśmy. Wciąż cicho pojękiwałam nie chcąc by ktoś nas usłyszał.

*Rano*

Obudziłam się wcześnie, bardzo wcześnie ponieważ na niebie jeszcze nie było jasno a ptaki już śpiewały. Wstałam. Na łóżku leżał Harry, wyglądał tak słodko śpiąc… Przetarłam swoje oczy i rozciągnęłam się.
Dobrze wiedziałam, że czas już na mnie i muszę wracać do domu. Wczoraj było naprawdę cudownie ale Harry i tak pewnie nic nie pamięta. Był pijany i zapewne gdyby był trzeźwy, a jego umysł by myślał tak jak zawsze nawet by mnie nie pocałował a tym bardziej się ze mną nie przespał..
Nie będę się jemu narzucać i tak po prostu zapomnę o tej sprawie.
Ubrałam się w swoje ubrania, które były porozrzucane po całym pokoju. Jeszcze raz się rozciągnęłam a następnie podeszłam do Harrego. Nachyliłam się nad nim i złożyłam na jego czole delikatnego całusa. Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju.
Po schodach szłam jak najciszej, nie chciałam żeby ktokolwiek mnie usłyszał… Niestety na marne. W kuchni siedział Zayn, pił sok, myślał nad czymś. Kiedy jego zobaczyłam potknęłam się o jeden schodek i zauważył mnie.
-Tak szybko uciekasz? –Spytał wciąż mi się przyglądając.
-Em, tak ja już muszę iść… -Wciąż się jąkałam. Nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć. Nie chciałam by mówił Harremu, że zostałam na noc i to zrobiliśmy. –Nie mów Harremu. Proszę.
-Jak chcesz… Większość dziewczyn, które zostawało właśnie chciało żeby je pamiętał ale on i tak na każdej imprezie jest tak pijany, że nic nie pamięta. –Powiedział wzdychając.
-Dziękuję. –Powiedziałam uśmiechnięta a po chwili do niego podeszłam i dałam jemu całusa w policzek.
-Za co to? –Spytał.
- Widzę, że jesteś smutny, chciałam Ci jakoś chociaż jednym całusem poprawić humor bo tylko to jestem w stanie w tej chwili zrobić–Odparłam z uśmiechem a po chwili odeszłam i udałam się do drzwi. –Trzymaj się Zayn!–Krzyknęłam.
-Do zobaczenia Maya! –Krzyknął a zaraz po tym Otworzyłam drzwi i wszyłam z domu.

Od autorek: Postanowiłyśmy wprowadzić na naszego bloga "Pytania do bohaterów" Widziałyśmy już na wielu blogach takie coś i pomyślałyśmy sobie "czemu nie? my też takie coś zróbmy" Więc od dziś możecie zadawać pytania do każdego bohatera. Oczywiście na niektóre pytania nie będziemy mogły odpowiedzieć, ponieważ będą one grały dużą rolę w dalszej części opowiadania :) Oraz chciałybyśmy podziękować za wszystkie nominacje do Libster Award ale niestety nie mamy czasu na tą zabawę :( Dziękujemy jeszcze raz! -Maya i Liv

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział szósty


Z perspektywy Liv

*Piątek*

-Cześć Liv. Moi rodzice wyjeżdżają jutro na dwa dni do ciotki ze Szkocji i pozwolili mi zostać w domu. No i postanowiłem urządzić imprezę i tak siedzimy sobie z Zaynem, zapraszamy ludzi, no i dzwonie do Ciebie.- Powiedział głośno, ponieważ Zayn wciąż z tyłu coś krzyczał, ale Niall najwidoczniej jemu nie chciał odpowiedzieć.
-Jasne, czemu nie.-
Powiedziałam z uśmiechem na twarzy, ponieważ lubię imprezy no i ta informacja była mi naprawdę na rękę, ponieważ i tak na weekend nie miałam żadnych planów.
-A! No i możesz wziąć jeszcze tą Maye bo coś tam Zayn krzyczy, że Harry ją lubi.- Powiedział obojętnie. Na co ja odpowiedziałam krótkie ''mhm'' po chwili oboje ustaliliśmy, o której zaczyna się impreza oraz o której mam być, pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy.
Od razu wybrałam numer brązowowłosej. Musiałam ją przecież zaprosić na tą domówkę chodź nie sądzę, że się zgodzi... Mając jedną nerkę nie mogła pić za dużo alkoholu a jestem pewna, że na tej imprezie będzie jego sporo.
Przez chwile zastanawiałam się, czy lepszym pomysłem nie będzie mówienie dziewczynie o wyjściu do Nialla, jednak nie będzie to w porządku wobec niej. Postanowiłam do niej zadzwonić, mam nadzieje, że ten cały alkohol i narkotyki nie będą dla niej pokusą.
Udałam się do mojego pokoju po komórkę. Gdy znajdowałam się juz w pomieszczeniu sięgnęłam po przedmiot i wybrałam numer dziewczyny. Pierwszy sygnał... drugi, trzeci. Chwile czekałam, aż w końcu usłyszałam cichy głos Mai.
-No cześć -Powiedziałam wciąż patrząc się na swoje odbicie w lustrze.
-Cześć Liv -Odpowiedziała podobnym tonem co ja.
-Chciałabyś dziś pójść na imprezę do Nialla?- Spytałam obojętnie ponieważ dobrze wiedziałam, że się nie zgodzi.
-Po co? Przecież i tak bawiłabym się najgorzej -Odpowiedziała.
-Nie będziesz… Przecież bez alkoholu i innych używek da się dobrze bawić. –Chciałam ją namówić, przecież nikt nie może siedzieć sam w piątek wieczór.
-Nie sądzę, że to dobry pomysł Livie… Tam będzie Harry, posprzeczaliśmy się ostatnio…
-To może sobie wszystko wyjaśnicie…- Po długich namowach zgodziła się. Umówiłyśmy się, że zajdzie po mnie o godzinie osiemnastej i razem udamy się na imprezę do Nialla. Przecież nawet nie wiedziała gdzie on mieszka…
Siedziałam na beżowej kanapie ze skóry i oglądałam telewizje. Już od godziny byłam gotowa i mogłam iść na imprezę co dziwne bo zazwyczaj szykuje się około trzy godziny a dziś zajęło mi to nawet niecałą.
Postanowiłam, że założę różnokolorowy sweter w azteckie wzory, pod który postanowiłam złożyć białą, przewiewną koszulę z jedwabiu, do tego jasne, jeansowe shorty z wysokim kroczem.  Założyłam jeszcze złoty naszyjnik, który znalazłam w rzeczach mojej mamy.
Po chwili usłyszałam dzwonek. Od razu wstałam i udałam się do wejściowych drzwi, byłam pewna, że to Maya. Bo niby kto inny?
Nie myliłam się. Dziewczyna wyglądała naprawdę pięknie. Ubrana w jasny sweter z krzyżem na środku. Pod niego założyła jakiś biały t-shirt, którego prawie nie było widać oraz czarne spodnie wykonane z tkaniny podobnej do lateksu.
-Cześć. –Powiedziała z uśmiechem na twarzy, a po chwili podeszła i przytuliła mnie na powitanie.
-Witaj piękna- Mruknęłam. Wzięłam torebkę z szafki, która stała obok i mogłyśmy już iść. Na szczęście Niall nie mieszka daleko i nie musiałyśmy długo butować…
Po nie całych dziesięciu minutach byłyśmy na miejscu. Podeszłyśmy do wielkich, dębowych drzwi. Nacisnęłyśmy dzwonek a po chwili drzwi otworzył nam Niall. Uśmiechnięty od ucha do ucha z butelką whiskey w ręku. Najwidoczniej goście już przyszli a blondyn zdążył już się upić. Podeszłam do chłopaka, przytuliłam go a następnie pociągnęłam Maye za rękę, aby udała się za mną do środka.
Stała bez ruchu, zmieszana, nie wiedziała co zrobić, więc jej przecież tak nie mogłam zostawić. Jestem jej przyjaciółką.
Poszłyśmy do salonu. Ku naszym oczom ukazał się Harry, Zayn, Louis i jakaś blondynka, która siedziała na kolanach chłopaka w kręconych włosach. Mhm, żadna nowość.
-Hej! –Odparłam machając ręką. Moja przyjaciółka tylko się sztucznie uśmiechnęła… Widziałam jak patrzyła na Harrego… Oboje się patrzyli i nie mogli oderwać od siebie wzorku. Nie mogłam pozwolić żeby Maya dzisiaj się źle bawiła. Ścisnęłam jej rękę i pociągnęłam do kuchni.
W niej dałam dziewczynie jakieś chipsy. Nawet nie wzięłam alkoholu, nie chciałam prowokować Mai.
Nie wiadomo skąd do mojej przyjaciółki podszedł jakiś wysoki brunet. Zostawiłam ich samych, udałam się do Zayna… To jemu dziś chciałam poświęcić jak najwięcej czasu. To on miał dziś być najważniejszy…
Weszłam a brunet od razu wstał, wziął butelkę wódki do ręki i podszedł do mnie z uśmiechem.
Udaliśmy się na taras przed domem, w którym nikt nie mógł nam przeszkadzać. Chcieliśmy być sami. Wypiliśmy dużo, naprawdę dużo. Nasza zabawa nie zakończyła się na tej jednej butelce, którą przyniósł.
Nawet nie wiem kiedy przenieśliśmy się do pokoju, nie wiedziałam co się dzieje. Czułam jak mulat składa pocałunki na mojej szyi, odchyliłam tylko głowę, mężczyzna przyparł mnie do ściany. Energicznie zaczęliśmy sobie nawzajem zdejmować ubrania. Nasze pocałunki były delikatne ale sprawiały, że byłam gotowa by trwały wiecznie… Zostałam w samych majtkach i staniku… Nie wiedziałam gdzie jestem.
-Zayn nie… Poczekaj! –Wymamrotałam ledwo stojąc na nogach. Wciąż mi się kręciło w głowie, ale zdołałam dojść do włącznika, który zapala światło.
Kiedy światło się zapaliło od razu odwróciłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu. Nawet nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zdziwiłam się, może i nawet przeraziłam. To było naprawdę dziwne uczucie nie do opisania…
Na całej ścianie wisiały przeróżne obrazy, ale najbardziej przykuły moją uwagę rysunki, które przedstawiały mnie... Były naprawdę piękne. Zdziwił mnie również napis „I love you” który widniał właśnie nad tymi szkicami.
Po chwili Zayn zaczął zrywać obrazy ze ściany, w jego oczach widziałam złość. W dodatku alkohol wszystko wzmacniał, zerwał wszystkie rysunki ze mną a także napis wiszący nad nimi. Założył spodnie i zbiegł szybko na dół. Wiedziałam, że jest zły i działał impulsywnie. Szybko założyłam na siebie koszulkę mulata i shorty a następnie zbiegłam na dół.
Nie chciałam aby stała się jakaś krzywda Niallowi, dobrze wiedziałam, że są to jego rysunki…
-Zayn nie! –Krzyknęłam podczas kiedy brunet swoją pięść kierował ku policzkowi blondyna. Podbiegłam do nich a następnie zaczęłam ich rozdzielać. To nic nie dało, ponieważ mężczyzna był ode mnie silniejszy… Uderzył go.
Nie wiedziałam co zrobić. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, które powoli spływały po policzkach. Pobiegłam po swoje rzeczy w tym czasie szukając mojej przyjaciółki. Chciałam już wracać… Nie mogłam patrzeć jak dwie bardzo ważne osoby w moim życiu wyrządzają sobie krzywdę…

niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział piąty

perspektywy Mai


Otworzyłam delikatnie powieki, a swój wzrok przeniosłam na mój biały zegarek leżący na brązowej półeczce, stojącej obok łóżka. Wskazówki ułożone były w taki sposób, że wskazywały godzinę 10. Pierwszy raz, od dłuższego czasu się wyspałam. Może dlatego, że przed snem wciąż myślałam o Harrym? Tak, raczej tak. Polubiłam go, to jest pewne. Pobiegł za mną w kinie, pomimo tego, że nie musiał, pomógł mi. Dzięki niemu pierwszy raz od naprawdę długiego czasu uśmiechnęłam się szczerze, nie musząc udawać. Harry jest osobą, która… Która powoduje na mojej twarzy uśmiech.
Do szkoły miałam na godzinę jedenastą. Wstałam z wielkiego, brązowego łóżka, zaścielonego fioletową pościelą.
Udałam się do łazienki. Powoli zdjęłam z siebie krótkie, czarne spodenki oraz przewiewny, biały podkoszulek. Byłam naga, weszłam pod przysnic, odkręciłam wodę. Po chwili ta, energicznie spływała po moim zziębniętym ciele. Delikatnie gładziłam swoją skórkę niebieską gąbką, która oczyszczała moje ciało z potu.
Kiedy skończyłam, zakręciłam wodę, opatuliłam się niebieskim ręcznikiem, a włosy zwinęłam w tak zwany turban. Stanęłam przed lustrem. Umyłam zęby. Następnie zaczęłam na swoich powiekach malować czarnym eyelienerem kreski. Na nie nałożyłam delikatnie czarnego cienia do powiek. Byłam gotowa. Zostało mi jeszcze ubrać się co zazwyczaj nie zajmowało mi za dużo czasu. Podeszłam do wielkiej, mahoniowej szafy, która stała naprzeciwko mojego łóżka.
Wyjęłam z niej czarne rurki, poprzecierane na kolanach, białą bluzkę z napisem „Good Day”, na nią nałożyłam jasną jeansową kurtkę z ćwiekami na ramionach. Do tego dobrałam czarny srebrny naszyjnik w kształcie serca, który dostałam od babci na piąte urodziny.
Przed wyjściem zdążyłam zjeść kanapkę z serem, którą przygotowała mi wcześniej mama. Nie byłam za bardzo głodna, ale moja mama jak zwykle mnie zmusiła.
Około 10:50 znajdowałam się już na terenie szkoły. Pod drzwiami głównymi czekała na mnie Minie.
Dziewczyna pochodziła z Indii co oznacza, że miała ciemną karnacje, czarne włosy i ciemnie oczy. Przeprowadziła się tu, gdy miała piętnaście lat. Poznałyśmy się rok temu, gdy przyszła do mojej klasy. Teraz mamy po siedemnaście lat, czyli w kraju jest już dwa lata. Nie jesteśmy jakimiś wielkimi przyjaciółkami, po prostu dobrymi koleżankami. 
Siedziałam z Minie na korytarzu. Dziewczyna wciąż opowiadała mi o swoim pobycie w Grecji. Dopiero wczoraj wróciła, więc nie było jej w szkole poprzedniego dnia.Wciąż wsłuchiwałam się w jej słowa nic nie mówiąc. Kiwałam głową, uśmiechałam się, marszczyłam brwi, ale nic nie mówiłam, milczałam.
 Gdy skończyła, zapytała się mnie co robiłam, ponieważ nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Nic nie odpowiedziałam. Tylko wzruszyłam ramionami i szybko zmieniłam temat. Nie chciałam wspominać o Harrym. Nie mam po co. Podoba mi się, ale ten związek i tak byłby bezsensu. Tak samo jak nie miał sensu związek z Joshem…
Lekcje minęły dosyć szybko z czego się bardzo cieszę.
Około godziny szesnastej byłam już w domu. 
Przywitałam się z mamą, która jak zwykle stała przy garach, podczas kiedy mój niewdzięczny ojciec siedział na kanapie przed telewizorem…
Zignorowałam to, a następnie udałam się na górę do swojego pokoju. Usiadałam na łóżko. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jak zwykle, nic się nie zmieniło. Codziennie to samo. Wstaje, myje się, ubieram się, wychodzę do szkoły, wracam, jem, myje się, śpię. Mam dość już tego… Od dawna chciałam coś swoim życiu zmienić, ale najwidoczniej mi to nie wychodziło…
Po chwili na moim telefonie pojawiło się zdjęcie Harrego. Zrobił je sobie kiedy byliśmy w kinie, to znaczy jak ja wybiegłam a on pobiegł za mną, aby mnie pocieszyć no i wymieniliśmy się numerami. Zdziwiłam się trochę, ale bez zastanowienia nacisnęłam zieloną słuchawkę pod zdjęciem.
-Tak słucham? –Spytałam zdenerwowana.
-Cześć Maya. To ja Harry… -W jego głosie słyszałam jakieś zawahanie, niepewność, strach. Ciężko było mi go zrozumieć bo wciąż się jąkał.
–Wiem Harry, mam twój numer zapisany. –Powiedziałam z uśmiechem na ustach. Wciąż się  uśmiechałam, nie potrafiłam się powstrzymać…
-No tak… Przepraszam. Masz może dzisiaj czas? –Spytał a w jego głosie nadal można było dostrzec zdenerwowanie a także zawahanie.
-Mam –Powiedziałam. Nie potrafiłam wydusić z siebie więcej słów. Może nie wyglądam, ale jestem pewna, że cieszę się z tego spotkania jeszcze bardziej niż on, chociaż nie… Nie mam pewności, że on w ogóle się cieszy…
Oboje ustaliliśmy, że spotkamy się w Starbucksie przy ulicy Charing Cross za dziesięć minut, dlatego nawet się nie przebierałam, tylko od razu założyłam buty i wyszłam z domu.
Na podwórku padał deszcz, więc szybkim ruchem naciągnęłam kaptur na głowę i udałam się do kawiarni.
Po piętnastu minutach byłam już na miejscu, spóźniłam się. Harry już na mnie czekał, zmoknięty, zmarznięty. Wyglądał naprawdę uroczo ale… Nie mogę o nim tak myśleć, nie mogę się zakochać. Nie.
Kiedy Styles zauważył, że się do niego zbliżam uśmiechnął się i pomachał. Zrobiłam to samo, a po chwili podbiegłam do niego nie chcąc jeszcze dłużej być na deszczu.
Weszliśmy razem do kawiarni. Prawie wszystkie stoliki były zajęte, na szczęście jeden stolik obok okna był wolny.
Usiedliśmy.
-Cieszę się, że przyszłaś. –Powiedział z uśmiechem wciąż bawiąc się palcami. Spojrzałam w dół.
-Cieszę się, że zadzwoniłeś. Zdążyłam za tobą zatęsknić. –Powiedziałam żartobliwie.
-Jesteś inna wiesz? –Powiedział wciąż mi się przyglądając.
-Inna?... To znaczy? –Spytałam zdziwiona wciąż unikając jego spojrzenia.
-Jesteś wyjątkowa. Wiem, znam Cię krótko, bardzo krótko, ale widziałem jak płaczesz, jak się uśmiechasz, jak się śmiejesz, jak o czymś myślisz, jak jesteś zła. Widziałem Cię wielu obliczach i w każdym jesteś inna niż wszystkie, pospolite dziewczyny. –Kiedy to powiedział na mojej twarzy ponownie pojawił się uśmiech. W tym momencie chciałam do niego podejść przytulić, pocałować, no ale cóż. Sam dobrze zaznaczył. Znamy się krótko a ja mogę dodać, że to i tak nie miało by sensu.
-Harry, naprawdę dziękuję ci za te słowa, ale nie uważasz, że to wszystko dzieje się za szybko? Nie chcę być niemiła, ale nie masz na co liczyć....
Przez chwilę  siedzieliśmy w ciszy unikając swojego wzroku. Uraziłam go, to jest pewne, ale ja nie jestem jeszcze gotowa na związek, który i tak rozpadłby się z powodu mojej choroby...

wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział czwarty


Z perspektywy Liv

Źle zrobiłam z tym, że nie powiedziałam mojej przyjaciółce, że będzie ktoś poza mną… No ale dobrze wiedziałam, że jak by się o tym dowiedziała to nie poszłaby do tego kina.
Obie stałyśmy w ciszy. Po chwili podeszli do nas chłopcy. Zayn ubrany był w czarną jeansową kurtkę, biały t-shirt, czarne rurki oraz równie ciemne co spodnie trampki. Jak zwykle był najlepiej ubrany z całej piątki. Chodź to tylko moje zdanie, zazwyczaj każdy kto dopiero poznał Malika, mówił, że wygląda jak jakiś ćpun o długim stażu. Harry szedł obok. Ubrany w czarne nike’i, tego samego koloru spodnie i fioletowo, czerwono, biało, różową koszulę. Nie wiem czemu, ale cały czas przyglądał się Mai. Wyglądało to naprawdę słodko oraz uroczo, bo Styles nigdy nie oddawał tyle swojej uwagi jednej dziewczynie. 
Po chwili Niall, jako pierwszy podszedł do mnie aby przytulić się na powitanie, zresztą jak zawsze. Ubrany w kremowe spodnie, białą koszulkę z napisem ‘’Hello!’’ i białe nike’i zawsze był zadowolony. Strasznie go za to podziwiałam bo sama często tracę humor przez coś lub przez kogoś, a on zawsze był uśmiechnięty i radosny, nie ważne co się stanie… Zaraz po Horanie przywitał się ze mną w taki sam sposób Liam. Tego dnia ubrał czarne nike’i, biały t-shirt i jasne jeansy.
Maya wyglądała na trochę speszoną w towarzystwie chłopaków, ale powinna się przyzwyczaić. Jeżeli chce spędzać ze mną czas, to z nimi też. To moi przyjaciele, przecież ich nie zostawię dla nowo poznanej osoby.                                                                                                                                                                                                Niechętnie przywitała się ze wszystkimi, oprócz z Harrym… Ich przywitanie trwało dłużej, znacznie dłużej. Wciąż patrzyli się na siebie nie mogąc wymówić żadnego słowa. Tak jakby stracili nagle mowę. Mam nadzieję, że zielonooki dobrze zajmie się moją… Przyjaciółką. 
Znam się z loczkiem bardzo długo, praktycznie od dzieciństwa… Tyle, że on jest ode mnie o dwa lata młodszy. Nasze mamy poznały się na studiach. Spędzałam z 
Zawsze chłopak ten uchodził za  typowego ‘’kobieciarza’’. Był więcej razy w  związku niż cała nasza piątka razem wzięta. Nawet swój pierwszy raz przeżył przed nami. Pomimo tego, że był najmłodszy z całego naszego grona. 
Kiedy wreszcie wszyscy się przywitaliśmy, a Maya poznała chłopaków mogliśmy pójść i kupić bilety.
 Ustaliliśmy, że moja brązowowłosa przyjaciółka usiądzie obok Harrego,  wraz z Zaynem zauważyliśmy, że coś tam pomiędzy nimi może być i był to głównie nasz pomysł. Zawsze zauważaliśmy jak ktoś się komuś podoba, w tym przypadku też zdołaliśmy to zauważyć.
Po lewej Mai usiadł Niall, a obok blondyna usiadłam ja. Strasznie nalegał, a mnie było obojętnie gdzie usiądę, ważne żeby naprzeciwko ekranu. Po mojej lewej usiadł Zayn, który… Zauważył swoją przyjaciółkę z gimnazjum i tak po prostu… I tak po prostu nas zostawił i usiadł obok niej… Liam usiadł po mojej lewej, równie zdziwiony co ja przyglądał się brunetowi.
–Kto to jest? – Spytała Maya siedząc na fotelu delikatnie zmieszana, widziałam po jej minie, że nie wie za bardzo jak się zachować…
-To jest Suz, Suzie. Najlepsza, była przyjaciółka Zayna z gimnazjum. –Specjalnie podkreśliłam słowo ‘’była’’ ponieważ była złą przyjaciółką. Kiedy było mu ciężko, ona go tak po prostu olewała, a kiedy sama potrzebowała pomocy, on musiał być na jej jedno zawołanie. Nawet przez pewien czas byli parą… Po chwili moje oczy momentalnie się zaszkliły, nie wiem czemu, może to zazdrość?... Zależy mi na Zaynie, ale widać, że mu na mnie nie. Chociaż może nie powinnam tak panikować? Może on jednak coś do mnie czuje?... Marzenia.
Gdy film się rozpoczął przyglądałam poczynaniom mulata oraz tej całej Suzie.
W pewnym momencie Maya, siedząca dwa miejsca dalej, złapała mnie mocno za rękę i powiedziała ‘’to on’’ A po chwili wybiegła z sali kinowej, czułam, że tak właśnie zrobi, bo chłopak, o którym mówiła szatynka, najwidoczniej był jej byłym chłopakiem… Kiedy moja przyjaciółka się na niego patrzyła zaczął się całować z dziewczyną, obok której siedział. Za niebieskooką wybiegł Harry. Zdziwiłam się, ale również pobiegłam. To moja przyjaciółka, przecież nie mogłam jej pozwolić płakać, podczas kiedy ja beztrosko oglądam sobie film.
Kiedy byłam już przy fotelu Malika, ten złapał mnie za rękę.                                                                                                     –Oni poradzą sobie sami, nie musisz już tam iść -Powiedział z uśmiechem.
 Po chwili wstał i zaprowadził mnie na moje miejsce a sam usiadł obok, zostawił tą całą Sruzie nawet się z nią nie żegnając… Pierwszy raz poczułam się taka wyjątkowa… Jedyna.
Przez resztę filmu Niall wciąż mi się przyglądał. Kiedy na niego spoglądałam on wciąż się na mnie patrzył, ale ja od razu odwracałam wzrok.Wciąż czułam jego wzrok na swoim ciele… 
Kiedy film się skończył Mai i Harrego nadal nie było. Martwiłam się. Nie wiem co mogło się stać, że ich tak długo nie ma… Wyszliśmy z Sali a moi przyjaciele siedzieli na ławce przed drzwiami.. Uśmiechnięci. Najwidoczniej Stylesowi udało się poprawić humor szatynce. Ucieszyłam się, trzymali się za ręce, to chyba oznacza, że coś pomiędzy nimi zaszło. Mojej przyjaciółce przydałby się ktoś taki jak Harry, jemu zaś przydałaby się taka dziewczyna jak Maya.
Kiedy wróciłam do domu od razu weszłam na twittera, aby sprawdzić nowe twetty moich znajomych.
Od razu rzucił się w oczu post Nialla, który dodał moje zdjęcie i napisał: " Najpiękniejsza dziewczyna na świecie. Wypad do kina w gronie przyjaciół" Kiedy to przeczytałam od razu się uśmiechnęłam.
Postanowiłam do niego zadzwonić i podziękować za to co napisał. 

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział trzeci

Z perspektywy Mai

Rozpacz, gorycz, żal. To czułam, kiedy wróciłam z parku. Rozmowa z Liv pomogła mi tylko na godzinę no właśnie... tylko. Livie jest na prawdę sympatyczną, miłą i wartą poznania dziewczyną. Wcześniej nawet o tym bym nie pomyślała, a teraz nawet chciałabym się z nią zaprzyjaźnić. Bo gdyby nie ona nawet nie wiem co ze smutku bym zrobiła... Nie chcę nawet o tym myśleć.
Siedziałam na łóżku, wciąż przyglądałam się ścianie, na której wisiało wiele obrazów. Jakiś poszczególny mnie nie zaciekawił, wszystkie, razem wyglądały cudownie, ale gdyby powiesiło się je w zupełnie innych miejscach, każdy gdzie indziej efekt nie byłby tak zadowalający jak teraz...
Było już późno, ale ja wciąż nie miałam ochoty pójść spać... Po chwili na moim telefonie, który właśnie miałam w ręku wyświetliło się zdjęcie Liv... Od razu się uśmiechnęłam. Zdjęcie zostało zrobione w ten sam dzień kiedy się poznaliśmy a ten dzień mogę jeszcze przez długi czas wspominać... Oczywiście z uśmiechem.
-Cześć -Odebrawszy telefon przywitałam się.
-Witaj. Masz na jutro jakieś plany? -Dziewczyna nawet nie spytała się co u mnie bo dobrze wiedziała, że nie jest najlepiej, od razu przeszła do rzeczy. Najwidoczniej chciała mnie gdzieś wyciągnąć... Na co nie miałam za bardzo ochoty...
-Nie mam, ale nawet nie chcę ich mieć... -Odpowiedziałam z lekkim zawahaniem w głosie.
-No dobrze, więc spotkamy się o 19. Przyjdę po ciebie. -oznajmiła dziewczyna i już chciała się żegnać,  gdy zaprotestowałam. Poradziłabym sobie sama, nie musi po mnie przychodzić, ale blondynka nie dawała za wygraną, więc w końcu postanowiłam odpuścić i zgodzić się na to, aby po mnie przyszła.
Było już późno, uznałam, że czas już wziąć prysznic. Udałam się do łazienki. Całe pomieszczenie zostało urządzone w kolorach jasnego brązu i bieli. Zdjęłam z siebie wszystkie ubrania i weszłam pod prysznic. Czułam jak ciepłe krople wody spływają po moim ciele.
Po kąpieli byłam na prawdę wypoczęta, od dłuższego czasu potrzebowałam odpoczynku...
Położyłam się spać.
Wstałam wcześnie, mianowicie o godzinie siódmej. Od razu się ubrałam, umyłam a następnie udałam do szkoły. W niej jak zwykle rutyna. Czterdzieści pięć minut lekcji, a następnie dziesięć minut przerwy, i tak niestety pięć razy.
Po lekcjach wróciłam do domu, byłam szczęśliwa, że za 4 godziny na reszcie mogę spotkać się z Liv. Tęsknię za nią, tęsknie nadal i za pewne tęsknić będę.

[4 godziny później]

Siedziałam na dużej, obitej beżową skórą kanapie. Oglądałam jakieś denne romansidło, w którym jedna z bohaterek nie mogła się zdecydować kogo woli, bogatego chłopaka z czarnym ferrari czy biednym chłopakiem z zadłużeniem. Żałosne, przecież ja bym od raz wybrała tego drugiego, ponieważ gdybym na prawdę kochała tego pierwszego, nigdy nie byłoby drugiego. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Było kilka minut przed 19, więc spodziewałam się nikogo innego jak Liv. 
Z delikatnym uśmiechem na twarzy podeszłam do wielkich mahoniowych drzwi. Prędko je otworzyłam.
Nie myliłam się, była to moja.... przyjaciółka? Nie wiem jak mogę ją nazwać. Znamy się naprawdę krótko, ale czuje, że nasz kontakt szybko się nie urwie i wiem, że mogę jej zaufać. Na prawdę dużo jej zawdzięczam. Ciesze się, że ją poznałam...
-Gotowa? -Zapytała uradowana błękitnooka stając w progu. Ja tylko kiwnęłam głową. Założyłam buty i byłam gotowa do wyjścia. Drzwi nawet nie zamykałam, ponieważ dobrze wiedziałam, że Sophie, nasza sprzątaczka jest w domu.
To był na prawdę dobry pomysł na wyjście z niech będzie... Przyjaciółką do kina... Będąc już na miejscu obróciłam się w okół własnej osi. Uśmiechnęłam się. Spodobało mi się to co zobaczyłam, wielki budynek, wokół którego zostały zasadzone przeróżne kwiaty, których połączenie było na prawdę dobrym pomysłem.
Po chwili Liv zatrzymała się i stanęła dosłownie przed kinem.
-Czemu się zatrzymałaś? -Spytałam wciąż przyglądając się jej twarzy.
-Zaraz przyjdą chłopcy -Odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.
-Kto? -Spytałam delikatnie zdenerwowana. Myślałam, że będziemy same, że ten dzień spędzimy razem, a ona umówiła się jeszcze z jakimiś chłopakami? Pewnie mnie zleje i będzie się zajmować nimi a nam nie będzie mieć wyjebane... Zawsze tak jest...
-Zayn, Louis, Liam, Harry i Niall. To moi przyjaciele. To był ich pomysł na te wyjście do kina -Pomyślałam, że zaakceptuje to, że jacyś chłopcy pójdą z nami do kina. Przecież nie jestem jedyną jej znajomą... Następnym razem po prostu się zapytam czy będzie ktoś poza mną i nie będzie takiego nieporozumienia jak dziś...

Od autorek: Przepraszamy, że rozdział po raz kolejny jest krótki, ale ciężko coś wymyślić jeżeli nie jest rozwinięty główny wątek. Gdy zacznie się coś dziać napewno rozdziały stanął się znacznie dłuższe. Miłego czytania :)

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział drugi

Z perspektywy Liv

Wczorajszy dzień spędziłam z Mayą. Wydaję się być trudną dziewczyną, ale mam nadzieje, że się polubimy. Zaintrygowała mnie w niej ta beztroska. Nie przejmowała się tym co ludzie o niej myślą albo tym jak wygląda. Ja bym tak nie mogła, zawsze kiedyś ktoś powie, że coś jest we mnie nie tak, natychmiast staram się to zmienić. Tak już mam, dla jednych to zaleta zaś dla drugich jest to wada.
Teraz jestem w parku, wraz z Zaynem i Niallem. Oboje tak jak ja nie mieli dzisiaj planów więc wspólnie postanowiliśmy razem wybrać się do parku.
Usiedliśmy na jednej z ławek, wciąż rozglądałam się, podziwiałam krajobraz, który miałam przed oczami. Po chwili Niall zaczął dziwnie tańczyć, wyglądało to na prawdę komicznie. Wciąż się śmiałam, nie potrafiłam się powstrzymać. Po chwili brunet zaczął robić to samo co blondyn. Oboje tańczyli w dziwny sposób a ja nie   potrafiłam powstrzymać się od śmiechu. Horan i Malik to jedni z niewielu chłopców, którzy potrafili mnie rozbawić.
Po trzech godzinach spędzonych z chłopakami do Zayna zadzwoniła jego mama z prośbą powrotu do domu.
Brunet przeprosił nas i szybkim krokiem ruszył w stronę swojego miejsca zamieszkania. Mężczyzna nie musiał daleko iść, a mianowicie nie cały kilometr.
Było już dosyć ciemno, latarnie oświetlały ścieżkę, przez którą właśnie przechodziliśmy. Wraz z blondynem, który tego dnia ubrany był w czerwone spodnie, biały t-shirt, tego samego koloru nike'i i beżowy sweter, postanowiliśmy wrócić do domu. Za każdym razem kiedy z nim jestem na prawdę świetnie się bawię. Szczerze mówiąc nie chciałam za bardzo wracać do domu, ale Niall był głodny a jego mama właśnie ugotowała obiad. Nie wiem czemu, ale czasami wydaję mi się, że Niall czuje do mnie coś więcej niż zwykli przyjaciele. Zawsze kiedy ze sobą wchodzimy wciąż na mnie patrzy, prawie w ogóle nie odrywa ode mnie wzroku. Kiedy ze mną rozmawia zawsze trzęsą mu się ręce.. Ale to tylko moje przypuszczenia. Może mi się po prostu wydawać, a to jest w dużym stopniu możliwe. Problem w tym, że ja nic do niego nie czuje. Jest jedynie moim przyjacielem... nie chce go zranić.
Idąc ścieżką oświetloną lampami oddalonymi od siebie co metr spotkaliśmy szatynkę, którą poznałam wczoraj w szpitalu. Na początku nas nie zauważyła, to znaczy mnie, bo mojego przyjaciela nawet nie miała przyjemności poznać.

-Maya! -Krzyknęłam na co dziewczyna odwróciła się z lekkim grymasem na twarzy.
-Co? -Spytała, ale po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech -O.. To ty Liv, cześć! -Odpowiedziała podchodząc do nas. Najwidoczniej wcześniej coś musiało się stać. Miała czerwone oczy, spuchnięte policzki od spływających po nich łez... Płakała.
-Niall, ja zostanę tutaj z Mayą -Chciałam spławić Nialla, ponieważ musiałam się dowiedzieć czemu dziewczyna stojąca naprzeciwko mnie płakała, a dobrze wiem, że przy moim blond włosym przyjacielu nie za dużo się dowiem.
-Okej.. Później do Ciebie zadzwonię -Powiedział delikatnie zmieszany bo w sumie nie za bardzo wiedział o co chodzi w tej całej sytuacji. Blondyn odszedł a po chwili już był 100 metrów od nas. Złapałam Maye za rękę a następnie zaprowadziłam ją do najbliższego paru, w którym mogłyśmy spokojnie porozmawiać.
-Mów- Powiedziałam będąc już na miejscu. Puściłam jej rękę a następnie usiadłam na ławkę, która stała obok nas.
-Co mam mówić? -Spytała siadając obok mnie.
-Co się stało, czemu płakałaś. I chociaż nie mów mi, że nie płakałaś bo dobrze widzę...
-Chłopak ze mną zerwał. Byliśmy ze sobą dwa lata... Dziś mijają te cholerne dwa lata. Zerwał ze mną mówiąc, że to bezsensu bo i tak umrę. Nienawidzę swojego życia. Kochałam go, tak cholernie mocno go kochałam a on ze mną zerwał tylko dlatego, że jestem chora... -Kiedy szatynka to powiedziała zdziwiłam się... Na prawdę się zdziwiłam. Nigdy nie spotkałam chłopaka, który po dwóch latach związku zrywa z powody choroby. Przecież to nie jest wina Mai, to nie ona sama sobie to wybrała.. W dodatku powiedział, że umrze... Jako chłopak powinien ją wspierać, a tylko pogorszył sytuacje. Nie wiem do czego zdolna jest Maya, ale mam nadzieje, że postaram się jej pomóc i nie zrobi żadnego głupstwa...
Siedziałam z nią na tej ławce przez jeszcze dwie godziny. Pocieszałam ją, nawet powiedziała mi, że teraz chciała się uchlać tak, żeby ta druga nerka też przestała działać. Chciała się zabić... Dobrze, że spotkałam ją w porę bo nie wiem co by się stało..
-A ty? -Odparła nagle.
-Co ja? -Spytałam nie wiedząc co dziewczyna ma na myśli.
-Masz kogoś? Podoba Ci się ktoś? -Kiedy to powiedziała od razu chciałam zakończyć ten temat... Nie znam jej za długo, nie potrafię jej mówić o takich sprawach ale ma w sobie coś dzięki czemu mogłabym od razu wyjawić wszystkie swoje najskrytsze tajemnice...
-Bo... Jest taki Zayn. Jest miły, troskliwy, opiekuńczy, zawsze mogę na niego liczyć i... podoba mi się. Może nawet coś więcej niż mi się podoba... Ale jest moim przyjacielem, nie chcę przez związek zniszczyć coś co budowaliśmy przez kilka lat... Ale kocham go.

piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział pierwszy

Z perspektywy Mai 

 Powoli mijałam korytarze dobrze znanego mi szpitala. Budynek nie różnił się niczym od innych szpitali. Białe ściany, dużo czystych i sterylnych okien. Wszelkie wolne miejsca znajdujące się przy gabinetach były już zajęte. Ściany były w kolorze błękitnym, a sufit pomalowany został białą farbą, zaś podłoga była wykonana z szarych kafelków z odrobiną bieli. Przychodzę tutaj co tydzień w niedzielę i widuję tych samych ludzi, siedzących na tych samych drewnianych ławkach bądź czerwonych, plastikowych krzesłach, przy tych samych dębowych drzwiach, z tym samym napisem. Cotygodniowa rutyna, zdążyłam się już przyzwyczaić i zrozumieć, że tak musi być.
Będąc już przy gabinecie Doktor Levison ujrzałam dobrze znaną mi kobietę. Czerwone włosy i nie przyjemny grymas na twarzy- To znaki szczególne, po których mogłam rozpoznać, że była to pani Craford. Przychodziła tutaj z tego samego powodu co ja. Nie pracowała jej jedna z nerek, czekała tutaj na dializę, którą można było wykonać tylko po zrobieniu kilku badań, a robi się je niestety cały dzień. Usiadłam obok staruszki. Ta tylko uśmiechnęła się na przywitanie, choć dobrze wiem, że nie ucieszyła się z mojego przyjścia. Nie szczególnie za sobą przepadałyśmy. Zdarzyło nam się wiele sprzeczek. Po chwili obok mnie usiadła kolejna starsza kobieta. Miała siwe, krótkie, kręcone włosy, bladą cerę, która została przykryta idealnie dobranym pudrem. Nie poznałam jej, najwidoczniej coraz więcej ludzi choruje na to co ja.
Po dwóch godzinach czekania, kolejka nawet się nie ruszyła. Wciąż się wierciłam nie mogąc usiedzieć w miejscu.
-Kurwa ile można robić te pierdolone badania?! -Krzyknęłam zdenerwowana, na co dwie kobiety siedzące obok spojrzały na mnie z przerażeniem i zaczęły mnie uciszać. Nawet nie zwróciłam na nie uwagi.
Nagle z gabinetu wyszła jakaś blond włosa dziewczyna.
-Tak jest zawsze -Powiedziała ze słodkim uśmiechem. Zdenerwowała mnie. Przychodzę tutaj co tydzień, przez dziesięć lat, a nagle nie wiadomo skąd przychodzi jakaś dziewczyna i mądrzy mi się tutaj jakaś słodziutka paniusia? No kurwa, coś chyba jest tutaj nie tak...
-Wiem? Przychodzę tutaj od dziesięciu lat i orientuje się w tych sprawach -Powiedziałam podirytowana. Wstałam chcąc wyjść na papierosa. Nie można mi palić, dobrze o tym wiem. Na codzień tego nie robię, tylko jak ktoś mnie wkurzy lub jest mi po prostu smutno. Wyszłam przed wielki budynek. Chciałam już wyjmować paczkę z papierosami, ale ktoś złapał mnie za ramię. Szybko się odwróciłam chcąc dowiedzieć się kto to zrobił.
 -Co ty wyprawiasz? -Krzyknęłam wyjmując paczkę. Wyciągnęłam jednego papierosa, wzięłam go do buzi, zaciągnęłam się a po chwili cały wypuściłam dym na znienawidzoną prze ze mnie twarz. Była to wcześniej spotkana dziewczyna, która tak przemądrzała się mówiąc, że w tym szpitalu zawsze są takie kolejki. Po jej minie widziałam, że nie jest za bardzo zadowolona..
-Masz jedną nerkę a... -Nawet nie dokończyła swojego zdania, chyba wreszcie zrozumiała, że nie obchodzi mnie jej zdanie, nareszcie. -Zresztą nie ważne, rób co tam się tobie podoba, ale nie odbieraj miejsca tym, którzy chcą jeszcze pożyć na tym świecie
-To chciałaś mi powiedzieć? Już słyszałam to od wielu ludzi. Mogła się już nie wysilać i dać sobie z tym spokój- Odpowiedziałam ze złością. Kolejna osoba, która wpierdala się w nie swoje sprawy. Niech zajmie się swoim, zapewne cudownym życiem księżniczki.
-Nie, nie po to tu przyszłam. Moja mama kazała mi się tobą zająć. Dziś będziesz miała inne badania niż dotychczas i obiecałam, że w czasie ich przebiegania nie będziesz wychodziła zapalić jak teraz. Mam nadzieję, że mi w tym pomożesz -Powiedziała dużo spokojniej niż wcześniej. Kiwnęłam tylko głową i rzuciłam papierosa na ziemię po chwili zadeptując go butem- Jestem Liv- Mruknęła z uśmiechem podając mi rękę. Zirytowało mnie to, ale nie chciałam utrudniać pracy mojej pani doktor, bo to dzięki niej jeszcze chodzę po tym świecie, poza tym im prędzej zrobię te głupie badania tym szybciej wrócę do domu. Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni listek gumy, który od razu po wyjęciu włożyłam do ust.
-Maya- Odpowiedziałam mierząc ją wzrokiem. Uśmiechnęłam się. Nie przepadałam za tą dziewczyną, ale musiałam spędzić z nią cały dzień.

Od autorek: Przepraszamy, że rozdział jest taki krótki, ale chodziło o to żeby napisać ogółem o co chodzi w opowiadaniu, m.in. to jak Liv poznała się z Mayą, czy, że Maya ma jedną pracując nerkę. Rozdziały będą pojawiać się w tylko w weekandy. Miłego czytania :)